<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687</id><updated>2011-08-30T05:43:43.707+03:00</updated><title type='text'>Zielony zakątek</title><subtitle type='html'>&lt;br&gt;
"Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko"&lt;br&gt;
Albert Einstein</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>14</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-6216482886476362913</id><published>2007-02-11T23:56:00.000+02:00</published><updated>2007-02-11T23:57:32.344+02:00</updated><title type='text'>Droga nasza nie miała początku</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;W pogodny, ciepły dzień wędrowałam z gromadką znajomych wśród lasów i łąk. Przemierzaliśmy dzikie ostępy niczym Cyganie, napotykając czasem po drodze place zabaw i obozowiska harcerskie. Poza tym świat był pusty. Wiatr szumiał wśród wysokich traw, porastających pozostałości torów kolejowych, a ja nieustannie próbowałam wyczarować z gitary odpowiednią sekwencję dźwięków. Nie pamiętałam chwytów do żadnej z piosenek, jakich kiedykolwiek się uczyłam, ale nie szukałam piosenek. &lt;/p&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-6216482886476362913?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/6216482886476362913/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=6216482886476362913' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/6216482886476362913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/6216482886476362913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2007/02/droga-nasza-nie-miaa-pocztku.html' title='Droga nasza nie miała początku'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-117035845336835402</id><published>2007-02-01T21:33:00.000+02:00</published><updated>2007-02-01T21:34:29.340+02:00</updated><title type='text'>Okno na świat</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;
Całe dnie spędzasz pogrążona w pracy, w zaciszu swojego domu. Gdy ilość i powaga obowiązków obezwładniają cię i wyczerpują do reszty, lubisz dla odprężenia zaglądać przez okno. Tam, gdzie, masz wrażenie, coś się dzieje. Przelotnie zerkasz, co słychać u znajomych, kto jest zadowolony, komu coś ciekawego ostatnio się przytrafiło, a kto po prostu znalazł w życiu odrobinę poezji i postanowił to zamanifestować. Obserwujesz tylko, czasem nawet się ukrywasz, żeby nikt cię przypadkiem nie dostrzegł i nie zagadał. W bloku naprzeciwko znudzona staruszka, rozpychająca się łokciami pomiędzy doniczkami na parapecie przygląda się przechodzącym chodnikiem ludziom. Przypominasz sobie, co zawsze sądziłaś o takich babciach, a potem, uśmiechając się do siebie, zamykasz okienko Gadu i wracasz do pracy.
&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-117035845336835402?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/117035845336835402/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=117035845336835402' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/117035845336835402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/117035845336835402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2007/02/okno-na-wiat.html' title='Okno na świat'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-117002837720065641</id><published>2007-01-29T01:50:00.000+02:00</published><updated>2007-01-29T01:59:09.776+02:00</updated><title type='text'>Patrząc za okno sponad monitora</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;W powietrzu wyraźnie czuć było wiosnę. Jeszcze ciepły wiatr nie budził do zieleni wierzchołków drzew, jeszcze dni chodziły spać popołudniami, jeszcze nawet gdzieniegdzie w kątach pyszniły się świąteczne choinki, ale wszyscy dobrze wiedzieli, co się święci. Wspomnienia niezwykłych marcowych i kwietniowych wieczorów sprzed roku nasuwały się same i nie dało się nie uwierzyć ich obietnicom nawet w środku stycznia.&lt;br&gt; 
&lt;br&gt;
W końcu jednak pewien ranek, zamiast zielonym, zastał świat białym. Wyleczywszy posylwestrowego kaca, kolej rzeczy wróciła do pracy. &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-117002837720065641?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/117002837720065641/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=117002837720065641' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/117002837720065641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/117002837720065641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2007/01/patrzc-za-okno-sponad-monitora.html' title='Patrząc za okno sponad monitora'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-116984505769045394</id><published>2007-01-26T22:57:00.000+02:00</published><updated>2007-01-26T22:59:14.583+02:00</updated><title type='text'>Mapy i opowieści</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;Pyk! - odłamała się końcówka wkładu do automatycznego ołówka. Naciskam drugą stronę parę razy i z uporem liczę błąd złożonej kwadratury trapezów. Zaglądam do świątecznego kubka w poszukiwaniu resztek capuccino, ale że kawa dawno wypita, pożeram pozostałości gorzkawej pianki. Neil Gaiman napisał opowiadanie o cesarzu chińskim, który chciał mieć dobrą mapę swojego kraju. Pyk! – kolejna część wkładu pofrunęła w bliżej nieokreślone okolice biurka. Po dość oszczędnym tygodniu miło się napchać daniem ze smażonymi ziemniakami. Schowana gdzieś poza zasięgiem wzroku, ale nie świadomości, gorzka czekolada od babci przypomina,  że ostatnio nie żałuję sobie słodyczy. Pyk! – kupiłam zdecydowanie lipne wkłady. Czytane w zimowych tramwajach opowiadania szepczą, że pisać można właściwie o wszystkim. Pyk! – korzystanie z ulubionego ołówka będzie wymagało ode mnie cierpliwości. Wydarzenia dnia nie układają się w strukturę opowieści, no i co z tego? Pyk!...&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-116984505769045394?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/116984505769045394/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=116984505769045394' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/116984505769045394'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/116984505769045394'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2007/01/mapy-i-opowieci.html' title='Mapy i opowieści'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-113716180415827582</id><published>2006-01-13T16:13:00.000+02:00</published><updated>2006-01-13T16:23:49.003+02:00</updated><title type='text'>Dzień, w którym mój kapelusz postanowił mnie opuścić</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;
był zwyczajny, styczniowy, bliźniaczo podobny do reszty, jak każdy inny wypełniony nauką, herbatą, i cichymi marzeniami wtulonymi w kołdrę i w misia przez kilka sekund na granicy snu.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Być może to zimowa monotonnia stała się iskrą zapalną, impulsem, pod wpływem którego 
zdecydował się na ten krok. A może decyzja ta, przemyślana  jeszcze w czasach, kiedy niczego nie mogłam się spodziewać, w najdojrzalszej z postaci czekała tylko na odpowiedni moment. &lt;br&gt;&lt;br&gt;

Nie wiem, jak i nie wiem, dlaczego właściwie to zrobił. &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Było mu ze mną źle? Wszystko mu było jedno? Dał sie ponieść złudzeniom lepszego gzieś-kiedyś-gdzie indziej? Z niechęcią przyjęłam też inną możliwość: może znalazł kogoś, u czyjego boku spodziewał się znaleźć lepszą codzienność... &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Ale przecież... Ale jak...?&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Miejsce dobre jak każde inne, przez które każdego dnia przewija się niezliczona masa ludzka. Biblioteka. intelektualista się znalazł. A może intelektualisty szukał? Może któregoś ranka, omamiony szalonym snem, obudził się z jedną ideą wypełniającą całe jego jestestwo - nakrywać głowę humanisty...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Oczywiście mógł równie dobrze nie mieć żadnych sprecyzowanych wymagań, mógł zdecydować się na pierwszy krok swojej wymarzonej z dawna wagabundy, losu spoczywania na coraz to innej głowie, poznania setki krain, odkrycia nieznanych zakątków świata... Mógł, ale szczerze mówiąc wątpię. &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
A może po prostu chwilkę nieuwagi przypłacił zagubieniem się w gąszczu nieznanej 
rzeczywistości, i podczas gdy w kącikach moich oczu szkliły się łzy tęsknoty i 
niezrozumienia, jemu wcale nie było lepiej. &lt;br&gt;&lt;br&gt;

Całkiem być może.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Nigdy nie dowiem się, co czuł i jakich pełen był wizji, gdy ja, próbując zająć umysł 
zadankami, czekałam przecież na możliwość odnalezienia go, uczepiwszy się jedanej, ostatniej nadziei.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Tak samo, jak nie dowiem się, w jaki sposób i dlaczego któregoś dnia znów pojawił się na mojej głowie. Cóż, nie tylko koty chodzą własnymi drogami. Ale chyba nam razem dobrze. I niech tak już zostanie, mimo wszystkich możliwych monotonii.&lt;br&gt;
&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-113716180415827582?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/113716180415827582/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=113716180415827582' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/113716180415827582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/113716180415827582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2006/01/dzie-w-ktrym-mj-kapelusz-postanowi.html' title='&lt;p align=center&gt;Dzień, w którym mój kapelusz &lt;br&gt;postanowił mnie opuścić&lt;/p&gt;'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-112470246164862668</id><published>2005-08-22T12:19:00.000+03:00</published><updated>2006-06-15T11:14:24.333+03:00</updated><title type='text'>Tysiąc wcieleń stepowego wilka</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;
Była sobie kiedyś dziewczynka, która się bardzo bała życia, ale potrafiła to mistrzowsko ukrywać.&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś istota, która potrzebowała samotności i unikała jej jak ognia.&lt;br&gt;
Było sobie kiedyś dziecko, które zmęczyło się zabawą, ale nie wiedziało, co innego może robić.&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś dama, która wprosiła się na bal całkiem nieumalowana i zupełnie źle ubrana.&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś kobieta, która pomyliła kolor swoich marzeń.&lt;br&gt;
Był sobie kiedyś ptak, któremu podcięto skrzydła.&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś roślina, która wyrosła tam, gdzie jej nie zasiano.&lt;br&gt;
Był sobie kiedyś chłopiec, który nigdy nie kochał.&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś dziewczynka, która budowała zamki na lodzie pod koniec zimy. &lt;br&gt;
Było sobie kiedyś drzewo, które uschło, zanim wydało pierwsze owoce.&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś kobieta, która wciąż się śmiała, ale to nic nie znaczyło.&lt;br&gt;
Był sobie kiedyś smok, choć nikt nie wierzył w smoki. &lt;br&gt;
Był sobie kiedyś chłopiec, który pisał wiersze i nie wyruszył w podróż.&lt;br&gt;
Były sobie kiedyś nieszczęścia, które chodziły parami.&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś księżniczka, która umarła i nigdy nie spotkała księcia.&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś śmierć, na którą nikt nie czekał.&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś babcia, która nie potrafiła opowiadać bajek.&lt;br&gt;
Był sobie kiedyś zegar, który wybijał czarne godziny.&lt;br&gt;
Były sobie kiedyś dni, które mijały jeden za drugim, a mimo to za szybko. &lt;br&gt;
Był sobie kiedyś dzień, który nie chciał się skończyć.&lt;br&gt;
Było sobie kiedyś życie, które za bardzo się skomplikowało.&lt;br&gt;
Był sobie kiedyś świat, który płakał.&lt;br&gt;
Były sobie kiedyś łzy, które tonęły w morzu.&lt;br&gt;
Był sobie kiedyś człowiek, który odkrył, że po drugiej stronie niczego nie ma.&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś wojna, o której wszyscy zapomnieli.&lt;br&gt;
Był sobie kiedyś żaglowiec, który dobił nie do tego portu, co trzeba.&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś droga, która zapomniała dokąd prowadzi.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Była sobie kiedyś dziewczynka, która nie potrafiła o tym wszystkim pisać. &lt;br&gt;
&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-112470246164862668?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/112470246164862668/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=112470246164862668' title='6 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/112470246164862668'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/112470246164862668'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2005/08/tysic-wciele-stepowego-wilka.html' title='Tysiąc wcieleń stepowego wilka'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-112281385548389690</id><published>2005-07-31T15:42:00.000+03:00</published><updated>2005-07-31T15:44:15.490+03:00</updated><title type='text'>Palatsi</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;
Zatopiony w szarości sąsiednich budynków, zapodziany gdzieś w studni bezosobowego osiedla, za zwyczajnym ogrodzeniem z przerdzewiałej siatki i skrzypiącą bramą noszącą ślady pokrywającej ją kiedyś farby, z podwórkiem naznaczonym nie pierwszej młodości chodnikowymi płytkami, po których telepał się codziennie zaparkowany w głębi, nie zwracający specjalnej uwagi samochód; doskonale przy tym wszystkim unikając wzroku przypadkowych przechodniów, a przed niepożądanymi gośćmi maskując się dyskretnie, acz mistrzowsko, stał Pałac. I mieścił w sobie własny wielki świat.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
*&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Odwiedzała to miejsce niezwykle rzadko. Kiedy już jednak zdarzyło jej się przekroczyć niepozorne progi, szybko ulegała czarowi wijących się labiryntów, pogrążając się w nich w jednej chwili bez reszty, umierając na parę zawisłych godzin dla miasta, ludzi i chmur, jak bibeloty bez znaczenia pozostawiając to wszystko za sobą parę wymiarów gdzie indziej. I choć z każdą wizytą coraz mocniej pachniało tu domem, wciąż odkrywała na nowo różnorodność i magię korytarzy, ginących gdzieś w nieistniejącej przestrzeni, nawołujących, kuszących, by podążać nimi coraz dalej, głębiej, by zatopić się w tym miejscu, stać się jego częścią, ofiarować mu całą siebie, cały swój czas i resztę ziemskiego życia.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
W pewnym sensie Pałac przypominał ludzi obdarzonych talentem dostrzegania niezwykłości w ignorowanych przez resztę banałach. Poza tym, przesycony wonią wszystkich epok, kpił z barier czasu i przestrzeni. Wędrówka po Helsinkach mogła zakończyć się w gotyckich lasach braci Grimm, otchłani poezji austriackich szaleńców czy nawet we francuskojęzycznej wersji opowieści pani Sand o gadającym dębie. &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
*&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Dawne dni widziały ją w pałacu częstym gościem. Zjawiała się ze swoją gitarą, czy też może tylko czarnym futerałem o nieznanej zawartości, ze skromnym uśmiechem bowiem odmawiała wyczarowania z instrumentu paru dźwięków. Nie odmówiła natomiast kieliszka czerwonego wina.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Najwyraźniej nieświadomi grudniowych mrozów na dworze, zdający się nie brać niczego na serio, siedzieli w swym królestwie na zdobionych fotelach, wśród oparów nieznanego dymu i sączącej się z radia muzyki klasycznej, popijając francuski trunek i dyskutując o sprawach swojego świata.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Podeszła do nich z jakimś świeżo odkrytym przez siebie skarbem.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
- Może panienka potrzymać? Nie mam jak wydać muszę pójść po resztę – kobieta o czarnych jak głęboka noc włosach wręczyła jej swój kieliszek z rubinową resztką kołyszącą się na dnie i zniknęła na schodach prowadzących na górę.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
- Mogę potrzymać, mogę nawet spróbować. – z lampką w ręku uśmiechnęła się do wesołego staruszka, który, jakby mając do dyspozycji cały czas świata, w milczeniu oceniał bukiet zapachowy swojego Bongeronde. Na jej słowa otworzył oczy i w jednej chwili znalazł się przy stoliku.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
- Chce panienka? To ja panience naleję. – przechylił butelkę, napełniając trzeci, nie wiadomo skąd wydobyty przed chwilą kieliszek. – Proszę.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
W tym czasie czarnowłosa kobieta zjawiła się z powrotem z drobnymi, i wręczywszy parę monet, odebrała swój trunek z rąk wciąż zdziwionej dziewczyny. Kosztowali więc wina, w milczeniu, a z każdym łykiem i każdym procentem ten dziwny świat, wraz z ludźmi, którym chyba nie przyszłoby do głowy, że może być coś niecodziennego z zaproszeniu ledwie poznanej duszyczki do wspólnego stolika przy napoju bogów, stawał się powoli jej własnym. Dlatego też dziwnie znajomy wydał się jej kot, w sobie tylko znanych sprawach przemierzający labirynty ze spokojem i zdecydowaniem, pojawiający się w polu widzenia i z niego znikający wedle własnego uznania.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Wśród zimowych ciemności wracała potem do domu, by znów żyć codziennością bez zmian toczącą się po z góry upatrzonych torach, świadoma jednak, że gdzieś w zakamarku pamięci pozostanie smak grudniowej nocy skrapianej słodyczą i tajemnicą koloru krwi.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
*&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Tym razem to głównie sentyment za dawnymi, niezwykłymi wizytami przygnał ją tu z powrotem. Sentyment oraz od dawna pielęgnowana chęć przyjrzenia się bliżej pewnym ciekawym, odkrytym ostatnio zjawiskom.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Błądząc wśród korytarzy początkowo, jak zawsze, przypadkiem, wkrótce jednak wiedziona pamięcią, mimowolną ciekawością i dziecięcą niecierpliwością, odnalazła właściwe miejsca. Tyle, że próżno by szukać chińskiej małpy, zarówno tej prawdziwej, jak i tym bardziej tej nieprawdziwej. W innym zakątku w uszach dzwoniła cisza, wymownie kontrastująca z zawziętą dyskusją dwóch zabawnych staruszków. Jak pamiętała z poprzedniej wizyty, brzmienie i akcent wskazywały, że mówili dwoma zupełnie różnymi językami, choć nie rozpoznawała żadnego z nich.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Teraz jednak nawet niemieckie upiory z zamazanymi ilustracjami zniknęły. Świat się zmienia, a jeśli popatrzeć z odpowiedniej strony, niewiele można znaleźć miejsc tak zmiennych jak Pałac. Sprawiający wrażenie przycupniętego cichutko wśród szarości, każdego dnia był to inny Pałac. Dlatego nie odnalazła wtedy ani staruszków, ani małpy.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Pocieszyła się łaciną, która czekała na nią w odpowiednim kącie odpowiedniego zaułka. Horacy, Seneka i Cycero – jeszcze nie teraz, jeszcze nie czas, choć czas miał niedługo nadejść, świat klasyczny wzywał ją, a język ten, mimo, że martwy w świecie, w którym przyszło jej żyć, a przecież tak pełen życia rozbrzmiewający w tysiącu innych znaczeń i kontekstów, ostatnimi czasy powoli, choć nieustępliwie i zauważalnie torował sobie drogę do jej życia i rościł pretensje o zajmowanie coraz to innych jego płaszczyzn.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Wsparłszy towarzystwo budowy szkół polskich we Lwowie sprzed siedemdziesięciu lat i dorzuciwszy na ostatek sklepy cynamonowe, opuściła Pałac.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Nigdy nie myśli o tym, kiedy powróci do niego znowu, nigdy nie stara się zgadnąć, jakie niespodzianki będą ja wtedy czekały. Odpowiedni czas, okoliczności, splot paru przypadków. Pałac ma swoje sposoby przyciągania i zachwycania sobą wciąż od nowa, których nie sposób przeniknąć.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Zresztą to nie ma sensu.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Gdyż to nie jego się odwiedza, to on wzywa. &lt;br&gt;
&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-112281385548389690?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/112281385548389690/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=112281385548389690' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/112281385548389690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/112281385548389690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2005/07/palatsi.html' title='Palatsi'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-112085391007287756</id><published>2005-07-08T23:17:00.000+03:00</published><updated>2005-07-08T23:18:30.080+03:00</updated><title type='text'>Zasypianie</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;
Pokój już ciemny i cichy. Zamknięte książki powędrowały na półki, ołówki do piórników, w kątach lampki nocne regenerują stygnące żarówki. Niedokończone sprawy zostają odłożone na jutro.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Dawno już się pożegnawszy, dzień odszedł w swoją stronę.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Kokon łóżka pod ścianą nagrzewa się od schowanej w nim istoty. Mokre włosy rozsypują się bezwładnie na poduszce, dłonie o delikatnym zapachu olejków eterycznych i róży wtapiają się w kojącą miękkość misiowego futerka. Ciało, odziane w trochę za lekką koszulkę nocną, drżąc niezauważalnie wtula się w puchatą pościel.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Wszystko gotowe na wyprawę do krainy snu.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Tymczasem kołysanka nie nadpływa. Oczy uparcie nie chcą się zamknąć, jak w mechanizmie plastikowych lalek, a głucha cisza boli w uszy. I ani jedna myśl się nie zjawia, żaden pomysł, co dalej.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Z misiem na rękach siadam na brzegu pomostu wpatrując się w granatowy horyzont. Nie pozostaje nic innego jak czekać, trwać cierpliwie, aż nadpłynie upragniony statek, albo następny dzień. Przez ten cały czas będziemy snuli opowieści o domu, tęskniąc do niego troszkę. A gdy stracimy na dzieję na ujrzenie go dziś jeszcze, udamy się na spacer po pustkowiach. &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Czuję, jak szklane łzy staczają się po kędzierzawej mordce. Nie płacz, misiu, pobawisz się jutro.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Wciąż nie wiem, jak to jest, że nieraz statki-kołysanki przypływają wcześnie – i wtedy rzucam się ku zatoce w szalonym biegu, nie zważając na nic, a misia gubiąc gdzieś po drodze, by na statku znów tulić go do serca i wyczerpana gonitwą uśmiechać się na myśl, że już zbliżam się do domu; czasem zaś każą na siebie czekać przez długie, milczące godziny. Małym dzieciom pomagają rodzice, rzucając na nie czar bajek i łagodnych mruczanek, mi nie pozostaje nic innego, jak czerpać z pokładów swej cierpliwości, wyobrażając sobie jednocześnie z całych sił, że statek nadpływa.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Zazwyczaj to w końcu pomaga.   &lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-112085391007287756?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/112085391007287756/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=112085391007287756' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/112085391007287756'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/112085391007287756'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2005/07/zasypianie.html' title='Zasypianie'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-111884825933842159</id><published>2005-06-15T18:10:00.000+03:00</published><updated>2005-06-17T22:16:36.276+03:00</updated><title type='text'>Satu</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;
W tym momencie bajka powinna się zakończyć. Księżniczka postanowiła, że lepiej nie mówić dzieciom wszystkiego, by zachowały wiarę w świat i miały o czym marzyć. Opuszkami wysmukłych białych palców pogładziła pustą kartę, chcąc odwlec nieunikniony moment, ukraść jeszcze kilka chwil złudzeń i fałszywych nadziei, choć pióro zanurzone w butelce z inkaustem wymownie zaznaczało swoją obecność, czekając niczym cierpliwa śmierć. Sadystyczna chęć pobawienia się jeszcze chwilę ze skazaną na stos ofiarą, czy też może miłosierne pragnienie podarowania jej odrobiny życia kazały księżniczce przewrócić wstecz parę kart starego herbarium. Okrągłe czerwone litery zaczynające opowieść gdzieś pomiędzy belladoną a cykutą przynosiły jej wspomnienie tych dni, jakże zupełnie odmiennych od smutnego dziś, dni pełnych wypieków na twarzy i dziecięcej jeszcze radości z dostąpienia arkanów sekretnej wiedzy, dni ciepłego uśmiechu starej zielarki, owych dni, kiedy zawiał północny wiatr, przygnawszy ze sobą podróżnych z dalekiego kraju.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Nie mogła powiedzieć, że nie przeczuwała wtedy potęgi, z którą przyszło jej się zetknąć, mimo wszystko beztrosko zabrała się do zabawy, pokładając dziecięcą ufność w opiekę dorosłych, którzy zawsze uchronią przed czyhającym złem. A niewinne zabawy potrafią być groźne w skutkach. Dziś zamykała księgę i odkładała pióro, by pozwolić mu służyć komuś innemu w lepszej sprawie, wciąż nie rozumiejąc sił natury, do których klucz nieopatrznie posiadła.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
To wszystko nie powinno było się wydarzyć. To nie była dobra bajka. A uczucia... chowa się je do szklanych szkatułek i pielęgnuje każdego dnia, a nie porzuca jak niemowlęta pod drzwi nieznanego domu. Niemowlęta, którym towarzyszyło się gładząc czule brzuch przez długie miesiące, lecz które znudziły się po pierwszych tygodniach od przyjścia na świat.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Ujęła pióro i atramentem koloru krwi, drżącą ręką dopisała: „... i żyli długo i szczęśliwie”. Żal, że tym kłamstwem i zgrabnym wykrętem pieczętuje swoje dziewczęce marzenia, żal, ale i poczucie spełnionego obowiązku. Bo jakże mogłaby napisać o długich milczących dniach pełnych łez, rozstań, zeschłych jesiennych liści i umierających ptaków? O tym dzieci absolutnie nie mogły się dowiedzieć. &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Jeszcze kwestia czarodzieja. Trzeba mu będzie powiedzieć, że teatr się skończył, że czas spakować pacynki do pudełka i wyruszyć znów na poszukiwanie innych miast, innej publiczności, by opowiedzieć jej trochę inną historię. Bez żalu. Życie toczy się dalej, a nie wszystkie figury szachowe rozpoczynają grę zwycięską. &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Tylko może być mu na początku ciężko zrozumieć.  &lt;br&gt;   
&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-111884825933842159?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/111884825933842159/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=111884825933842159' title='8 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111884825933842159'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111884825933842159'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2005/06/satu.html' title='Satu'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-111866730463547898</id><published>2005-06-13T15:52:00.000+03:00</published><updated>2005-06-17T22:25:48.396+03:00</updated><title type='text'>Sen nieznajomego</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;
Miasto. Zmierzch. Światła. Wędrujemy po ulicach nienaturalnie wyludnionych o tej porze. Cisza. Wtuleni w mrok suniemy ulicami miękko i cicho niczym cienie. Świadkowie minionej epoki chcący zachować wspomnienie o wczoraj tylko dla siebie. Przemierzamy ulice nowego miejsca z niepokojem, ale i nadzieją na lepsze dni. Pełni wiary, że w którymś z tych zrujnowanych domów znajdziemy schronienie tylko dla siebie i że tym razem nikt nie zburzy naszego misternie poskładanego szczęścia. Wiatr porywa nasze szepty i zanosi ku niebu.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Tego wieczoru wiatr hulał niemiłosiernie. Pierwszy raz spotkaliśmy się w jakiejś małej kawiarence wciśniętej między domy na nieznanej uliczce, w deszczową noc. Przychodziłam tam codziennie o zmierzchu by uczyć się przy ciastku i kawie, lecz tak na prawdę było to jedno z nielicznych miejsc, gdzie miałam okazję spotkać tyle niezwykłych osób. Pamiętam cię, jak wpadłeś do dusznego lokalu cały ociekający wodą i bez zastanowienia usiadłeś przy moim stoliku. Przez nieuwagę zamoczyłeś mi książkę, którą studiowałam tamtymi czasy z wielkim trudem. W ramach przeprosin kupiłeś mi gorącą czekoladę, a potem... potem pamiętam już tylko dotyk, szepty i spokojną muzykę dobiegającą do nas jakby z innego świata. To stało się tak nagle i tak nieoczekiwanie, a jednocześnie czułam, że łączą nas nie dwie godziny lecz całe wieki, i nie kilka słów, lecz tysiące listów pisanych twoim pochyłym pismem. Widziałam nas bawiących się w ogródku mojej babci, widziałam nas rwących chabry na polu sąsiada i ukrywających się na drzewie przed dorosłymi. A przecież pojawiłeś się w moim życiu ledwie te marne dwie godziny temu. Tej nocy nie wróciłam do domu.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Obudziło mnie gruchanie porannych gołębi. Zaspanymi oczami rozejrzałam się po świecie, w którym zaczynał się kolejny dzień. Była może szósta...  Twoja głowa wciąż spoczywała na moim ramieniu. Siedzieliśmy na schodkach przed jakąś kamienicą otuleni w mój wielki wełniany płaszcz, oparci o zimny mur. Po drugiej stronie zasnutej mgłą ulicy, wciśnięta między dwie stare kamienice skrywała się ta mała kawiarenka. A więc jednak tu wróciliśmy. Ranek był chłodny, pozwoliłam ci dalej spać. W końcu sama znów usnęłam.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Szukałam w wielu dziwnych miejscach, ale nigdzie cię nie znalazłam. Odszedłeś jak sen, który, jakkolwiek długi i piękny, musiał się kiedyś skończyć. Pamiętałam twój głos, pamiętałam twoje oczy. Pamiętałam to, co było w tobie najpiękniejsze. Nie wiedziałam jednak, gdzie cię znaleźć.   &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Tekst ten datuje się z czasów, kiedy noce bywały jeszcze bardziej niezwykłe.&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-111866730463547898?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/111866730463547898/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=111866730463547898' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111866730463547898'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111866730463547898'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2005/06/sen-nieznajomego.html' title='Sen nieznajomego'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-111838845174715396</id><published>2005-06-10T10:26:00.001+03:00</published><updated>2005-06-10T15:01:37.616+03:00</updated><title type='text'>Misterium</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;
Wędrowiec przysiadł cicho w ostatniej ławce i w nabożnym milczeniu zaczął przyglądać się odprawianemu misterium. Kilkudziesięciu ludzi w rytualnych szatach wśród oparów wonnych dymów oddawało się dialogowi z prowadzącym kapłanem, przeplatanemu mocnymi głosami męskiego chóru wypełniającymi świątynię pieśniami w języku, którego Wędrowiec nie rozumiał. Zwykłych wyznawców przybyła jedynie garstka, rozsiana luźno po ławkach z ostatnich rzędów. Przyglądając i przysłuchując się, Wędrowiec nie mógł pozbyć się wrażenia, że każdy z obecnych doskonale tu pasuje, że każdy zna swoje miejsce i odgrywa starą rolę w dobrze znanej sobie sztuce. Co ciekawe, nie wyłączając jego samego. Bo oto ze zdumieniem stwierdził, że modlitwa chóru, wyśpiewującego tajemnicze słowa będące dla niego jedynie pozbawionymi znaczenia zbitkami dźwięków, jest w istocie jego modlitwą; wiedział, że pieśni docierają bezpośrednio do nieba, i że jest to najpiękniejszy język, w jakim można śpiewać. Dla Wędrowca wibrujące w świątyni wersy, przez to, że ich prawdziwego znaczenia nie znał, zdawały się mówić o rzeczach ponadludzkich, przedwiecznych, i nie do ogarnięcia dla człowieczego umysłu, a zarazem pochodzić z jedynego ziemskiego języka godnego, by nim rozmawiać z samym Bogiem.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Trwał więc Wędrowiec w bezczasie, odmierzanym słowami kapłana, choć mógł sobie wyobrazić, że tak właśnie wygląda wieczność. I trwałby tak może faktycznie wiecznie, bez pragnienia, głodu, ani zmęczenia, wypełniony po brzegi natchnionymi słowami, gdyby nie nadszedł w końcu oznaczony czas zakończenia misterium.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
A wychodząc dziwił się jeszcze, co to za religia i co to za język, który doprowadziła do boskiej perfekcji, zachwycony nim bowiem nie poznał misterium, w którym uczestniczył od najmłodszych lat, nie rozpoznał, że języka tego używano w jego religii w dawnych czasach, na długo przed jego narodzeniem. Myślał tylko o tym, jak blisko pojęcia tajemnicy znalazł się tego dnia.    &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-111838845174715396?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/111838845174715396/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=111838845174715396' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111838845174715396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111838845174715396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2005/06/misterium.html' title='Misterium'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-111830496786546300</id><published>2005-06-09T11:11:00.000+03:00</published><updated>2005-06-09T11:19:47.393+03:00</updated><title type='text'>...</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;
  - Ależ to przecież dama. Nie możemy jej tak po prostu zabić.&lt;br&gt;
  - Może powinniśmy się najpierw spytać pani: co szanowna pani na to?  Rozumiem zasady, które nas obowiązują, jako ludzi dobrych manier, lecz okażmy trochę zrozumienia dla sytuacji. Nie uważa pani, że bez męża będzie jej trochę smutno, nieco nudno i będą się jej przykrzyć deszczowe popołudnia? Osobiście proponowałbym rozwiązanie najprostsze. Co prawda została mi tylko jedna kula, lecz ci biedacy na ulicy mogą przecież poczekać. W końcu czego się nie robi dla dam...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
 - Tatusiu, pojedziemy dziś na piknik, tak jak obiecałeś?   &lt;br&gt;
 - Oczywiście, jak mógłbym zawieść moją córeczkę? Będziemy tylko musieli uważać na drodze. Dziś rano wybuchła wojna i mogliby nam zepsuć zabawę.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
 - Dzień dobry, czego pan sobie życzy?&lt;br&gt;
 - Przyszedłem pana zabić. Mamy wojnę.&lt;br&gt;
 - Ach, to. Tak, czytałem w gazetach. Mógłby pan jednak chwilę poczekać? Mamy właśnie z żoną jej przyjęcie urodzinowe – byłaby niepocieszona. Ale przecież... niech pan wejdzie, poczęstuje się, odpocznie. Jest pan na pewno zmęczony po całym dniu. Proszę, proszę...&lt;br&gt;
 - Wie pan, z wielką przyjemnością, ale śpieszę się. Obowiązki wzywają. Przykro mi.&lt;br&gt;
 - Kochanie, kto któryś z nich? Powiedz mu, żeby przyszedł jutro.&lt;br&gt;
 - Może więc pan przyjdzie jutro? Sobotnie przedpołudnia zwykle spędzam w domu.&lt;br&gt;
 - Niech będzie. Do jutra zatem. Proszę przekazać uszanowania żonie.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
 - Gdzież się podziewa ten Jan? Przecież mieliśmy pójść do teatru. Nie mówcie mi, że zapomniał.&lt;br&gt;
 - Może go zabili? &lt;br&gt;
 - Możliwe. Może więc ty wybierzesz się ze mną, po co ma się bilet zmarnować...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
 - Wiesz, nigdy nie myślałem, że zabijanie może dawać tyle satysfakcji. Patrz na tych wszystkich ludzi, bawią się jak dzieci.&lt;br&gt;
 - Chociaż to nam się należy. Żyć nie potrafiliśmy szczęśliwie, to przynajmniej umierać będziemy z uśmiechem.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
 - To co, panowie, po jednym?&lt;br&gt;
 - Byle prosto w serce. &lt;br&gt;
Barman podał posrebrzane pistolety.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
 - Babciu, a jak babcia zapatruje się na to wszystko?&lt;br&gt;
 - Na co?&lt;br&gt;
 - No, na wojnę. &lt;br&gt;
 - Ja jestem stara, nie rozumiem tych nowych mód. Ta dzisiejsza młodzież...&lt;br&gt;
 - Co babcia, przecież dziadek też wybiegł na ulicę, rano widziałam jak czyścił swój stary pistolet. &lt;br&gt;
 - Już od dawna mu powtarzałam, ze zdziecinniał na starość. &lt;br&gt;
 - Ale może babcia chociaż spróbuje.&lt;br&gt;
 - Dziecko, ja za stara na takie dziwactwa.&lt;br&gt;
 - Niech babcia trzyma, proszę. Odbezpieczony. Otworzę okno, nawet się babcia nie będzie musiała z fotela ruszać. Widzi babcia tych ludzi? A może ta para się babci bardziej podoba? &lt;br&gt;
!&lt;br&gt;
 - Widzi babcia, jakie to proste.&lt;br&gt;
 - Ależ to nieestetyczne. Teraz się będą przechodnie potykać. &lt;br&gt;
 - Niech się babcia nie martwi, żyjemy przecież w cywilizowanym kraju, wśród dobrze wychowanych ludzi. O, już jacyś mili panowie sprzątają i nie ma ani śladu. Widzi babcia, że to wcale nie jest takie głupie.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
 - Słyszałaś, co się stało z Markiem?&lt;br&gt;
 - Co?&lt;br&gt;
 - Powiesił się w łazience.&lt;br&gt;
 - Rany boskie, co za egoista! Zawsze twierdziłam, że ci Rohmerowie to szemrani ludzie. Aż w głowie się nie mieści, że ktoś mógłby tak samolubnie pozbawić innych prawa odebrania mu życia. Zupełnie, jakby należało do niego. &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
 - Mamo, Anna podcięła sobie żyły w moim pokoju!&lt;br&gt;
 - Ile razy powtarzałam... Zachlapała ci pościel? I pewnie znowu będę musiała szorować podłogę...? Będziesz mi przeszkadzać, Mario, idź pobawić się na dworze, rewolwer tatusia leży na komodzie. &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
 - Nudzi mnie to.&lt;br&gt;
 - Jak to?&lt;br&gt;
 - Tak po prostu, nie lubię zabijać. I po co to wszystko?&lt;br&gt;
 - Co po co? Nie rozumiem, czemu się dziwisz. Jak przychodzi wiosna to też masz pretensje, czemu jest ciepło, bo przecież jeszcze niedawno leżał śnieg? Idź się leczyć. Wszyscy wiedzą przecież: przeludnienie, ludzie są nieszczęśliwi, mają problemy. Tak trzeba. Nic na to nie poradzisz, choćbyś chciał.&lt;br&gt;
 - A jeśli naprawdę zechcę?&lt;br&gt;
 - A potrafisz powstrzymać słońce żeby nie wzeszło o świcie?&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Kochana!&lt;br&gt;
Już nie mogę się doczekać naszego spotkania. Tu, gdzie jestem, sprzedają piękne rzeczy, kupiłem więc jedwabną chusteczkę dla naszego maleństwa, i srebrny nóż dla nas. Kazałem na nim wyryć twoje inicjały. Może znów będziesz się dąsać, że ulegam nowatorskim zwyczajom, ale zrozum, epoka, w której się urodziliśmy, odeszła, pomyśl o tym, a pojmiesz, że nie mamy wyjścia. Zresztą, nie trzeba się smucić. U was, na prowincji pewnie jeszcze nie wiedzą, że w istocie nie ma czym. Uwierz mi, przecież kocham cię i zrobię wszystko dla naszego wspólnego szczęścia.  &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Nie musisz się niczym martwić, wszystko już obmyśliłem. Pamiętasz zakątek nad rzeką, w którym spotkaliśmy się po raz pierwszy? Założysz tę sukienkę, którą wtedy miałaś na sobie, Dianę ubierzemy w tę białą, mam nadzieję, że z niej nie wyrosła. Czekaj tylko mojego powrotu, dbaj o siebie i nie wychodź zbyt często z domu. Przecież wolisz mieć żyły otwarte nożem z ukochanej ręki niż serce kulą z pistoletu jakiegoś uprzejmego niewątpliwie, ale nieznanego człowieka...? &lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Całuję,&lt;br&gt;
                  ...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Ten tekst jest stary i niektórzy go znają, ale wciąż mi się podoba.&lt;/i&gt;&lt;br&gt;


&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-111830496786546300?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/111830496786546300/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=111830496786546300' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111830496786546300'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111830496786546300'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2005/06/blog-post.html' title='...'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-111804548695065697</id><published>2005-06-06T11:01:00.000+03:00</published><updated>2006-06-15T12:08:44.050+03:00</updated><title type='text'>Stardust</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;
Tysiące drobnych ziaren tańczących w powietrzu. Jak gwiezdny pył, jak wieczny śnieg, widocznych jedynie pod światło ostrego słońca, z którym niewielu jest się w stanie zmierzyć. Jednakże w rudych promieniach zachodu, w błyskach zdradzających niknącą już siłę, jeśli przypatrzeć się odpowiednimi oczyma, zaskakuje ta zadziwiająco powszechna materia swoją obecnością, swobodą istnienia, poruszając czasem najczulszą nutkę zazdrości swoim prawem do lekceważenia tyranizującej resztę świata grawitacji.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Gwiezdnym pyłem sam siebie lubi nazywać trochę na wyrost. Poza beztroską dumą z obnoszeniem się dowolnym zmyślonym terminem czai się w tym trochę racji, a to za sprawą potencjału przechowywania wielu poważnych marzeń. Na przykład tych o muzyce. Wbrew pozorom całkiem prostych do spełnienia. Skąd możemy na przykład wiedzieć, że w tej właśnie chwili, lub nawet w każdej innej, mała dziewczynka, leżąc na plecach i wymachując w powietrzu nóżkami w geście czystej radości wprawia pył w szalony taniec, wywołuje lokalne huragany i zakłóca chaotyczne trajektorie, tworząc tym samym cząstkę boskiej symfonii świata...? I choć nie dociera do jej uszu, to przecież pył znajduje swoje sposoby, by dziewczynka nie pozostała bez nagrody. A absolutnie nikt na świecie nie musi o tym wiedzieć.

&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-111804548695065697?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/111804548695065697/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=111804548695065697' title='14 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111804548695065697'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111804548695065697'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2005/06/stardust.html' title='Stardust'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-13453687.post-111804436159086226</id><published>2005-06-06T10:50:00.000+03:00</published><updated>2005-06-06T10:58:50.983+03:00</updated><title type='text'>Universe</title><content type='html'>&lt;p align=justify&gt;Mały chłopiec zamknął oczy pogrążając się całkowicie w swoich myślach. Co dzień, co noc, powoływał do życia własne światy, oparte na okruchach tego, co zwie się potocznie rzeczywistością. Czasem radość swobodnej twórczości mąciły pseudouczone słowa pochodzące niewątpliwie z zewnątrz, a zaszczepione za czasów lepszego kontaktu z otoczeniem, słowa surowo i z pogardą zarzucające nowym światom wtórność i brak oryginalności, słowa jednak za każdym razem coraz boleśniej rozbijające się o okrutny w pełni swej łagodności uśmiech chłopca do swojego wewnątrz. Dziecięco niewielką, lecz znaczoną nieświadomymi jeszcze snami o potędze ręką chłopiec obejmował kłębki formujących się uniwersum, gestem odrobinę przypominającym zwykłe zgarnianie zabawek do pudełka, ale gestem niepokojąco jednocześnie zapowiadającym, zamiast spodziewanego końca, dopiero początek zabawy. 
&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/13453687-111804436159086226?l=niamh-and-her-lake.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/feeds/111804436159086226/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=13453687&amp;postID=111804436159086226' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111804436159086226'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/13453687/posts/default/111804436159086226'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niamh-and-her-lake.blogspot.com/2005/06/universe.html' title='Universe'/><author><name>Milka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14934490142643278202</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://i6.photobucket.com/albums/y206/Yvienn/avatary/av-mor470.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
